Germar Rudolf
Fred Leuchter nie był jedynym, który usiłował w sposób naukowy dowieść, iż w Oświęcimiu nie było komór gazowych i masowej eksterminacji. Podobnego zadania podjął się niemiecki chemik, Germar Rudolf, pracownik Instytutu Maxa Plancka w Stuttgarcie. Stwierdził on, za innymi rewizjonistami, iż przez cały okres powojenny aż do badań Leuchtera nie przeprowadzono wiarygodnych ekspertyz, które przekonywałyby ostatecznie o faktycznej eksterminacji Żydów na terenie KL Auschwitz. Pierwsze badania, przeprowadzone jeszcze w 1945 r. przez Instytut Ekspertyz Sądowych z Krakowa, ocenia jako nieprawidłowe. Według niego, naukowcy zbadali wtedy jedynie znalezione w Oświęcimiu włosy, spinki do włosów oraz metalową płytkę, która miała być zamknięciem wywietrznika w komorze gazowej w Brzezince. Zarówno we włosach, jak i pozostałych przedmiotach znaleziono ślady kwasu cyjanowodorowego. Jednak badania te, jak twierdzi Rudolf, były jedynie jakościowe, a nie ilościowe, nie wskazywały na ilości znalezionego kwasu. Nie było także możliwości zweryfikowania, skąd pochodziły znalezione włosy, ani w jakim czasie były one wystawione na działanie cyjanowodoru. Istnieje przecież możliwość, że gaz użyty został dla zdezynsekowania już obciętych włosów. Z podobnym problemem do czynienia mamy w przypadku owej płytki, której pochodzenia nie da się ustalić wystarczająco dokładnie. Jak pisze Rudolf, Instytut Ekspertyz Sądowych otrzymał także do zbadania próbkę zaprawy murarskiej pochodzącą ze ścian „rzekomej” komory gazowej, lecz fakt ten nie jest wspomniany w raporcie Instytutu, być może dlatego, iż wynik badania nie był pozytywny. Znaczącym wydaje się też Rudolfowi, iż nie przeprowadzono żadnym poważniejszych ekspertyz na potrzeby procesów załogi KL Auschwitz, jakie miały miejsce we Frankfurcie w latach 1963-1976. Zwraca on także uwagę na uniewinnienie w 1972 r. na procesie w Wiedniu architektów krematoriów Waltera Dejaco i Fritza Ertla. Według niego, przedstawiono wtedy dowody na to, iż budynki, które pokazywano jako byłe komory gazowe, nie mogły być używane w takim celu. Jak podaje Rudolf, w latach sześćdziesiątych Muzeum w Oświęcimiu zleciło przedsiębiorstwu Hydrokop przeprowadzenie badań ziemi, w miejscach, gdzie miały być masowe groby ofiar gazowania. Rezultatów jednak nigdy nie podano do wiadomości. Dopiero jakiś czas później część materiałów zdobył i opublikował niemiecki wydawca rewizjonistyczny Udo Walendy. Na podstawie jego publikacji nie dało się jednak ustalić, czy faktycznie znaleziono tam szczątki ludzkie. Pierwszym, który zwrócił uwagę na konieczność przeprowadzenia szczegółowych naukowych ekspertyz terenu byłego obozu w Oświęcimiu był, według Germara Rudolfa, Robert Faurisson, którego starania zaowocowały badaniami Freda Leuchtera. Odpowiedzią na „Raport Leuchtera” były ekspertyzy pracowników krakowskiego Instytutu Jana Sehna z 1991 r., które Rudolf ocenia jako całkowicie błędne.
W 1990 r. Germar Rudolf rozpoczął własne badania w celu zweryfikowania raportu Leuchtera. Chciał dowiedzieć się, czy pruski błękit jest wystarczająco trwały by utrzymać się w ścianach byłych komór gazowych, wystawionych na działanie zmiennych warunków atmosferycznych. Po stwierdzeniu, że jest to możliwe, kontynuował badania. Po dwukrotnym pobycie na terenie byłego obozu w Oświęcimiu i osiemnastu miesiącach pracy w styczniu 1992 r. opublikował pierwszą wersję „Raportu Rudolfa”, w którym potwierdzał wyniki badań Leuchtera, iż gazowanie ludzi w Auschwitz nigdy nie miało miejsca. Rudolf stwierdził bowiem, iż skoro na ścianach i pozostałościach byłych komór gazowych nie ma błękitu pruskiego, który powinien tam się znajdować, jeśli miejsce to było wystawione na działanie kwasu cyjanowodorowego, ewidentnym jest, że środek ten nie był używany w tych miejscach w celu gazowania ludzi. Błękit pruski znajduje się natomiast w miejscach, w których przeprowadzano dezynsekcję.[1]
Rudolf, jak wcześniej Leuchter, nie wziął pod uwagę dwóch czynników. Po pierwsze, reakcje chemiczne, dzięki którym powstaje błękit pruski, zachodzą w ciągu wielu godzin. Po drugie, w wyniku działania kwasu cyjanowodorowego ludzie umierają o wiele szybciej niż insekty, które muszą być na jego działanie wystawione przez kilka godzin. Zarówno brak błękitu pruskiego, jak i stosunkowo niewielkie ślady HCN w byłych komorach gazowych przy jednoczesnej ich obecności w pomieszczeniach, w których przeprowadzano dezynsekcję, można prosto wytłumaczyć. Po pierwsze, wszystkie komory gazowe, poza jedną, zostały zburzone i ich ruiny wystawione były przez kilkadziesiąt lat na działanie zmiennych warunków atmosferycznych. Błękit pruski, jakkolwiek trudno się rozpuszcza, nie jest jednak całkowicie nierozpuszczalny. Komory dezynsekcyjne nie zostały zniszczone, łatwiej więc znaleźć tam ślady HCN.
Błękit pruski tworzy się bardzo wolno, co znaczy, że na materiale, który na działanie cyjanku wystawiony jest jedynie przez krótki czas, może on w ogóle nie powstać. Według relacji świadków całkowity czas od momentu wpuszczenia stosunkowo niewielkiej ilości cyjanowodoru do komory gazowej do rozpoczęcia wentylacji wynosił około pół godziny, co jest czasem zbyt krótkim, by mogła zajść reakcja. Odmiennie rzecz miała się w komorach dezynsekcyjnych.
Aby pozbyć się insektów, potrzeba zarówno większej ilości gazu, jak i znacznie dłuższego czasu. W związku z tym reakcja, w wyniku której tworzył się błękit pruski, mogła zajść. Znacznie częściej również przeprowadzano dezynfekcję niż gazowanie.[2]
Germar Rudolf prowadzi również szeroko zakrojoną działalność mającą za zadanie propagowanie rewizjonizmu holokaustu. Jest założycielem wydawnictwa Castle Hill Publishers, zajmującego się wydawaniem książek i broszur dotyczących tego tematu. Celem jego, jak pisze, jest naukowe badanie wydarzeń historycznych, szczególnie tych, które wydarzyły się w dwudziestym wieku, bez zwracania uwagi na obowiązujące dogmaty i aksjomaty. Castle Hill Publishers ma również stawać w obronie praw człowieka i dyskryminacji, szczególnie tej, która skierowana jest przeciwko narodowi niemieckiemu. Duże znaczenie przypisuje także prowadzeniu debaty nad zjawiskiem holokaustu i pomocy rewizjonistom, którzy z uwagi na swą pracę są prześladowani. Ostatnim z przedstawionych przez Rudolfa celów, jakie ma spełniać jego wydawnictwo jest walka o przywrócenie honoru wszystkim ludziom i organizacjom, które zostały niesprawiedliwie osądzone i skazane za zbrodnie, jakie „rzekomo” popełnili w czasie drugiej wojny światowej.[3]
Rudolf ma również własną stronę internetową www.vho.org, na której publikuje artykuły i udostępnia wybrane pozycje książkowe. Jak twierdzi, jego działalność jest o wiele bardziej skuteczna, niż działalność najbardziej znanej instytucji rewizjonistycznej Institute for Historical Review.
[1] G. Rudolf, A Brief History of Forensic Examination of Auschwitz, The Journal of Historical Review, vol. 20 no. 2 (March/April 2001), www.ihr.org
[2] B. Harmon, M. Stein, Prussian Blue: Why the Holocaust Deniers are Wrong, Shofar FTP Archive File: camps/auschwitz/cyanide/cyanide.002
[3] Castle Hill Publishers, About Us, www.vho.org

Ale przyjdzie czas i niego.